toczeń
PRZEMYŚLENIA ZDROWIE

Ponarzekać też trzeba…

22 stycznia 2020

Stanowczo do tej pory odmawiałam sobie przyjemności, jaką są teksty ociekające użalaniem się nad sobą. Właściwie na temat TOCZNIA i RZS bardzo mało pisałam, a każdego dnia dostaje wiadomości z dziesiątkami pytań dotyczących chorób autoimmunologicznych.

Na początku miałam założenie, że będę pisać o swoich doświadczeniach. Jednak doszłam do wniosku, że wiem zbyt mało. Potem doszły mnie myśli, że przecież nie mogę pisać tylko o najgorszych aspektach… a tych dobrych, jak na lekarstwo.

Do tej pory nie znalazłam złotego środka, który by pomógł. Próbowałam wielu diet ale nie potrafię wytrwać dłużej niż tydzień. Jestem już na którymś z rzędu leczeniu, które tak nawiasem mówiąc, daje tyle, że nic. No może mam więcej dni bez bólu. Ale remisji, jak nie było, tak nie ma… Chodzę sobie tylko od lekarza do lekarza. Rozdzielają mnie na części. A takie podejście nic nie daje.

Byłam raz na „drogim spotkaniu” z pewnym neurologiem, który powiedział, że choroby dopiero nie dawno wymyślili, i żeby zapomnieć, że jest się chorym. Tylko jak? Jak każdego dnia wstaję cała obolała. Nie mam czucia w rękach. Czuję każdy staw w swoim ciele, jakby miała powbijane w nie igły. Mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Ledwo starcza mi siły na ubranie się i zjedzenie śniadania. Doprawdy nie wiem, jak udaje mi się funkcjonować.

Teraz podniesie się las rąk, że każdego boli, że każdy ma zły dzień, że inni mają gorzej. Nie zaprzeczam. Wszystko wiem. Łączę się w bólu.

Chciałam tylko ponarzekać… na wieczne zmęczenie. Ostatnio nawet mąż mi zwrócił uwagę, że przekręcam słowa albo długo jakiegoś szukam. Pisanie też sprawia mi ogromną trudność. Nie mogę się skoncentrować. Czuję się, jakbym miała umysł schowany, gdzieś głęboko za mgłą. To nie jestem ja.

Więc wybacz wielki świecie, że nie jestem wstanie sprostać twoim oczekiwaniom.