ZDROWIE

O babce zwyczajnej

2 stycznia 2018

Życie nie jest idealne, może tylko czasem tak wygląda. Sama nie raz daję mu się nabrać na tą maskaradę, a potem patrzę jak się ze mnie śmieje. Nie ze złośliwością… ale z taką rodzicielską czułością.

Dziś mam już 31 lat. Jednak wiek jest kwestią dość płynną… Panta rhei, jak to mawiał już tysiące lat temu Heraklit. Nie należy się więc do swojej metryki przywiązywać. W sumie mam tyle lat, na ile się czuję. Dziś jestem dość stara, ale mam nadzieję, że jutro będę znów młoda.

Coś o mnie…?

Od 2015 roku choruję na reumatoidalne zapalenie stawów (RZS), a w tym roku pojawiła się kolejna diagnoza – toczeń. Do tego należy dorzucić tuzin mniejszych lub większych schorzeń i mamy mieszankę wybuchową. Dlatego czasem wydaje mi się, że mam już z 90 lat – tak fizycznie i psychicznie. Ciągła walka z bólem i samym sobą męczy. Jednak potem budzę się i znów mam 20 lat! Z tymi autoimmunologicznymi chorobami, to taki życiowy rollercoaster.

Zwyczajna babka brzmi niejednoznacznie: babka jako kobieta i babka, jako lecznicza roślina. Pamiętam, jak w dzieciństwie kiedy szaleliśmy pod blokiem, a któreś z nas się przewróciło, szukaliśmy liści babki, żeby nimi obłożyć stłuczone miejsce. Pewna wiedza tkwi w nas od najmłodszych lat. Nie wiem skąd się bierze. Chyba w nią wrastamy. Szkoda, że nasz świat tak szybko zapomina o tym, co dała nam dobrego matka (babka) natura.

Gdzieś czytałam, że jedyna pewna robota w życiu, to praca nad sobą. Ktoś bardzo mądry to wymyślił. Pasuje idealnie na moje motto.